16 października 2017

Żyję

Witam wszystkich, którzy tu wciąż wytrwale zaglądają.
Ka100, Nakadai, Yumi Rock, Basia, Marlena Partyzant i Anonimowi Czytelnicy - dziękuję, że jesteście i dopytujecie, i skarżycie się, i upominacie ♥ Naprawdę. Dobrze jest widzieć, że nie przechodzicie bez reakcji na moją nieobecność.
Widzę Wasze komentarze i tak samo jestem sfrustrowana i zniecierpliwiona swoim własnym zastojem. Nie wiem jednak, co ze sobą zrobić, jeśli mogę tak powiedzieć.
Nie wiem, czy jest sens w opisywaniu mojej sytuacji, bo nic wyjątkowego w niej nie ma. Zaczęłam studia, tak jak zaczęły się pierwsze "prace domowe". Wcześniej przeprowadzka, jeszcze wcześniej we wrześniu trochę się przepracowywałam, żeby rodzicom było łatwiej mnie utrzymać, takie realia, teraz pracuję w co drugą sobotę. No i chociaż mam niedziele i poniedziałki wolne oraz co drugą sobotę, to i tak odkładam wszystko na ostatni moment, taka już chyba jestem i nie wiem, jak zwalczyć w sobie ten zły nawyk.
Ale ciągnie mnie do yaoi. Do ZoSana, Hannigrama, do Tomarry, do YoonSeoków, do jakichś przyjemnych opowiadań. Do smutów, fluffów, angstów, wszystkiego. Teraz walczę ze sobą, żeby przerwać czytanie jednego z moich ulubionych cyklów książek i żeby zabrać się za realizację projektu na studia, naukę, przygotowania, cokolwiek. A wyszło tak, że czytałam dzisiaj do wpół do szóstej, wstałam pięć godzin później, czytałam, ogarnęłam się na chwilę i pomyślałam, żeby tu zajrzeć.
A to, jak ciągnie mnie do KakuHida... Ciężko opisać właściwie. Rajcuję się tym, co mam w głowie; mam parę coraz bardziej szczegółowych pomysłów na nowe opowiadanka z nimi, na rozbudowanie trzeciej części Nieśmiertelnych. Na opowiadanie Tomarry mam szczegółowe plany od już prawie półtora roku i mnie tak nakręca czasami, że aż strach, ale co z tego wszystkiego, skoro i tak tego nie spisuję. Nie wiem czemu. I tak krążę, wciąż od nowa przypominając sobie, jaki to pomysł na to miałam.
Nie wiem, co ze sobą zrobić no.
W sumie to ostatnio trochę pisałam, ale niedużo.
Muszę się pozbierać, zorganizować. Jak macie ku temu jakieś rady, to ja chętnie wysłucham i podyskutuję, bo od paru lat walczę sama ze sobą i rezultatów nie widzimy wszyscy. Nie jestem wytrwała w postanowieniach typu że się zmienię.
Nie niepokójcie się jednak na zapas, bo to nie tyczy się postanowienia o skończeniu Nieśmiertelnych oczywiście. Choćbyście męczyli się ze mną dziesięć lat, to ja to tu opublikuję do samego końca. Chociaż nie wiem, czy Was to uspokaja, bo to w końcu tyle czasu... xD
Czekam na Wasze rady na temat: "Jak się, do cholery, ogarnąć?". Sądzę, że to będzie ciekawa dyskusja :D

Obserwatorzy